Mieszkanie w tym samym mieście od zawsze, pozwala je poznać niezmiernie dogłębnie. Z czasem jednak przechodzimy nad tym do porządku dziennego, by w końcu nic nas już w zasadzie nie fascynowało. Ulice, którymi podróżujemy, stają się dla nas jedynie narzędziem, mającym nam pomóc przedostać się z punktu A do punktu B. Wszystko co nas otacza jest jakby od zawsze, robi się tłem, siatką połączeń i tras. Podróż, staje się tak naprawdę chwilą rozmyślań o czekających nas zadaniach.
Zawsze odkrywam to po wakacjach, gdy mam okazję pozwiedzać jakieś interesujące miasta. To uczucie, kiedy chodzę ulicami właśnie dla samej przyjemności chodzenia, rozglądam się na wszystkie strony w poszukiwaniu pereł architektury, czy przypadkiem odkryje coś niezwykłego, jest obłędne! Czuję się, jakbym odnajdywała, dosłownie na wyciągnięcie ręki, zupełnie nowy świat. Próbuje chłonąć go wszystkimi zmysłami, żeby jak najwięcej dało się odtworzyć potem, gdy będzie tylko wspomnieniem.
I właśnie ta cała mieszanka uczuć sprawia, że po powrocie do domu, udaje mi się tak samo spojrzeć na Moje Miasto. Zanim jeszcze ta chęć poznania zniknie pod naporem codzienności, patrzę na W. innymi oczyma. Ulice przestają być nagle tylko drogą do celu i ukazują mi zapomniane, a może nigdy do konca nie poznane, piękno. Czuje się jakbym poznawała je zupełnie na nowo.
Niesamowicie jest tak odmiennie popatrzeć na "codzienność".