Dzisiaj spotkała mnie sytuacja, która chyba powinna dać mi do myślenia ;)
Idąc sobie dzisiaj do osiedlowego sklepu, myślałam o tym, że dziś piątek - tygodnia koniec i początek - a więc w końcu chwila relaksu. A jak chwila relaksu to przydałby się jakiś relaksant. Ostatnio bardzo gustuję w cudownych, delikatnych, białych winach reńskich, zwanych przeze mnie maryjnyni z okazji Matki Boskiej na etykiecie.
I kiedy wchodząc do sklepu pani od progu zapytała czy podać maryjne, dopadła mnie konsternacja.
Musze to przemyśleć przy zakupionym kieliszku wina ;)