sobota, 21 czerwca 2014

Taki film

Są takie filmy, które nawet oglądane po raz setny, wzruszają mnie do łez. Nie wiem na czym do końca polega ich fenomen. Na pewno trochę na tym, że zwykle są to filmy oglądane w głębokiej młodości i pewnie wzruszają mnie wspomnienia z nim związane, niemniej jest w nich też coś czego zupełnie nie potrafię opisać. 

Dzisiaj znowu przypadkiem, jak zwykle wertując kanały w tv, wpadłam na film "Mamuśka". Mimo, że oglądałam go już tyle razy, znowu obejrzałam go do końca. Świetna obsada, prosta, ale życiowa fabuła i znowu, po raz nie wiem który, płakałam jak bóbr. Może to faktycznie kwestia historii, która nasuwa mi wspomnienia związane z moją własną rodzinką.
Zawsze jak oglądam ten film myślę o babci, której nigdy nie poznałam, a którą moja mama straciła zdecydowanie za wcześnie, o mamie też myślę, jak było jej ciężko i jakie to musiało być dla niej strasznie przeżycie. I myślę też sobie jak ja bardzo ją kocham i o tym, że chyba bym nie przeżyła gdyby jej zabrakło.

Staram się mówić bliskim, że ich kocham, mimo, że czasem to wcale nie jest takie proste. 
Ale zawsze jednak wychodzę z założenia, że lepiej, żeby byli tym znudzeni po dziurki w nosie, niż żebym miała to powiedzieć o raz za mało. 




Boże, te hormonalne wahania nastroju mnie kiedyś wykończą.
Idę po chusteczki.
;)

środa, 4 czerwca 2014

nie ogarniam

o mamo.
są czasem takie dni, kiedy po prostu nie mogę.
nie mogę się skupić, nie mogę myśleć, nie mogę się uczyć, nie mogę spać.
jedyne co mogę, to położyć się na podłodze, zamknąć oczy i nie robić nic.
zupełnie nic.
nic a nic.

dzisiaj nie ogarniam, mimo że naprawdę bym chciała.


a w tle Maria Awaria, babka czuje klimat ;)

wtorek, 3 czerwca 2014

Drugie starcie

Jacie jacie jacie.
Wisiałam na rurze oplatając ją samymi nogami, a potem udało mi się zrobić kilka naprawdę efektownych obrotów. 
WoooooooooW. 
Nie ukrywam, że podjarało mnie to nieziemsko i spokojnie mogłabym mieć wtedy kisiel w gaciach, gdyby nie instynkt samozachowawczy, który podpowiadał, że mogłoby to negatywnie wpłynąć na moją przyczepność. Mimo, że wyglądam dziś jak ofiara przemocy domowej, siniaki mam od kostki do ramienia, to wspomnienia ostatnich zajęć wynagradzają wszystko. I nawet wysportowany koleżka nie był w stanie zmącić mej ogromnej radości. Jedyne co teraz zaprząta mi głowę, to myśl o jakimś dobrze usytuowanym znaku drogowym, na którym mogłabym poćwiczyć. 
Bo trening czyni mistrza.
A ja chce być Mistrzem!

Zakochałam się w sobie

Bez ładu i składu dziś będzie, bo jaram się wciąż.
Emocje buzują mi w żyłach jak prąd.
Uwielbiam za duże słowa opisujące małe radości.
Mamy zespół! Udana juz druga próba. Grałam na basie i zajebiście mi wychodziło!
A poza tym Laska na basie <3
Zakochałam się w sobie ;)