niedziela, 9 marca 2014

Haft krzyżykowy. Haft jarzębinowy.

Nie lubię się za to.
Nie... To za mało.
Nie cierpię się za to. I nie cierpię tego uczucia rano zwanego moralniakiem, kiedy każda myśl, dająca się odtworzyć sprawia, że metalowa obręcz zaciska się mocno wokół mojej piersi a szpikulec do lodu przebija mi mózg.
Rzadko kiedy do tego wesołego duetu nie dołącza jeszcze prawdziwe fizyczne skacowanie, objawiające się bardzo rzeczywistym bólem trzewi.
Nie cierpię się za to.
Dlaczego tyle pije, skoro wiem, że nie umiem się wtedy do końca kontrolować?
Bo lubię? To na pewno. Nie widzę sensu oszukiwać się w tej kwestii. Piję bo lubię, piję bo mogę, piję bo mnie stać (zwykle). [o rany te wywody przypominają mi teksty z ciekawego filmu, który niedawno obejrzałam, z aniołem w tytule]
Ale dlaczego potem robię tyle głupich rzeczy. I to jeszcze najczęściej ludziom których naprawdę lubię.
Kilka chwil dobrej zabawy, z których połowy i tak nie pamiętam, a rano Zażenowanie przez wielkie "Z".
A może ja się czuję jakaś niedowartościowana i alkohol mi pomaga? No kurde, co jak co, ale na trzeźwo też potrafię poszaleć.
Nie wiem, ale źle mi z tym.
Szczególnie rano.
Szczególnie po tylko jedną piosenkeeeee plisssss.

a najgorsze jest to, że po następnej imprezie będzie tak samo.
heh :)



piątek, 7 marca 2014

Senne marzenia

No po prostu nie mogę wytrzymać od tych emocji, które kompletnie pomieszały mi w głowie. Tak, tak, tak, to nie żarty. Choć, przyznam bez bicia, że pisząc to sama uśmiecham się do siebie. Bo w gruncie rzeczy jak można się nie móc ogarnąć po śnie? No... Jak widać, można:)
Aż wstyd się przyznać, ale przyśnił mi się kolega z grupy. Niby nie ma w tym nic zdrożnego, ale... ;) znaleźliśmy się razem w sytuacji dość jednoznacznej i jak to we śnie oczywiście, było zajebiście :D z owu się cieszę do siebie.
Dobra, ale ja nie o tym przecież.
Jak to jest, że takie emocje siedzą w głowie tyle czasu po obudzeniu? No przecież jak teraz patrzę na niego, to nie mogę przestać się głupio uśmiechać. Bo jak tu się nie uśmiechać, kiedy jeszcze kilka godzin temu robiliśmy Takie Rzeczy :D
Mam nadzieje, że do wieczora mi przejdzie, bo inaczej nigdy normalnie nie spojrzę mu w oczy.
Rany znowu się śmieję do siebie.
Ratunku!!!:)

wtorek, 4 marca 2014

Tajemnica, prawda i wyrzuty sumienia.

Taaaaak. Temat szeroko pojętej prawdy tłucze mi się gdzieś między półkulami, co skłoniło mnie do przelania owych złotych myśli na papier.
Dla potomności.
Ku rozmyślaniom.
Dla świętego spokoju.
Rozbawiła mnie dzisiaj rozmowa z B. Nieee, to nie tak, że się z niego śmiałam, po prostu uradowało mnie, och dobrze, wiem, że nie powinno, bo nie wolno się radować z cudzych kłopotów, ale jednak, jego znalezienie się w małym potrzasku emocjonalnym, który, a jakże by inaczej, jak zawsze, dowiódł wyższość moich teorii nad innymi! Swoją drogą to cudowne uczucie uświadamiać sobie jak jest się fajowym:)
Wyznaje on bowiem zasadę bezwzględnej szczerości w związku i co najlepsze wcale nie najważniejsze są pobudki wyższe, a bardziej prozaiczna, nieumiejętność kłamania. Że też się tacy ludzie jeszcze na ziemi uchowali:).
Ale, ale. Pytanie brzmi, czy można mieć wyrzuty sumienia nie robiąc nic złego?
Kwestia jak to sobie w głowie poukładamy.
I jak zwykle chodzi tu zawsze o definicje.
Sama mam czasem takie uczucie, że mimo iż nie zrobiłam nic złego coś mi mówi, że powiedzenie całej prawdy nie jest najlepszym pomysłem, bo w głębi duszy czuję, że nie zdołam tego przedstawić w sposób należyty i jakimś cudem wszystko popsuje i zrobię drugiej połowie przykrość. Normalna rzecz. Wierzę jednak, że tak jak potrzebujemy przestrzeni osobistej, tak i potrzebujemy przestrzeni emocjonalnej. I naprawdę nie musimy się ze wszystkiego spowiadać, bo to jest niezdrowe. Dla higieny osobistej powinniśmy czasem zachować coś dla siebie. Miejmy co opowiadać wnukom! Jeśli ktoś po tygodniu spędzonym na ginekologii jeszcze się na to zdecyduje...
Niech życie ma smaczek a nie swąd wyrzutów sumienia:)