wtorek, 4 marca 2014

Tajemnica, prawda i wyrzuty sumienia.

Taaaaak. Temat szeroko pojętej prawdy tłucze mi się gdzieś między półkulami, co skłoniło mnie do przelania owych złotych myśli na papier.
Dla potomności.
Ku rozmyślaniom.
Dla świętego spokoju.
Rozbawiła mnie dzisiaj rozmowa z B. Nieee, to nie tak, że się z niego śmiałam, po prostu uradowało mnie, och dobrze, wiem, że nie powinno, bo nie wolno się radować z cudzych kłopotów, ale jednak, jego znalezienie się w małym potrzasku emocjonalnym, który, a jakże by inaczej, jak zawsze, dowiódł wyższość moich teorii nad innymi! Swoją drogą to cudowne uczucie uświadamiać sobie jak jest się fajowym:)
Wyznaje on bowiem zasadę bezwzględnej szczerości w związku i co najlepsze wcale nie najważniejsze są pobudki wyższe, a bardziej prozaiczna, nieumiejętność kłamania. Że też się tacy ludzie jeszcze na ziemi uchowali:).
Ale, ale. Pytanie brzmi, czy można mieć wyrzuty sumienia nie robiąc nic złego?
Kwestia jak to sobie w głowie poukładamy.
I jak zwykle chodzi tu zawsze o definicje.
Sama mam czasem takie uczucie, że mimo iż nie zrobiłam nic złego coś mi mówi, że powiedzenie całej prawdy nie jest najlepszym pomysłem, bo w głębi duszy czuję, że nie zdołam tego przedstawić w sposób należyty i jakimś cudem wszystko popsuje i zrobię drugiej połowie przykrość. Normalna rzecz. Wierzę jednak, że tak jak potrzebujemy przestrzeni osobistej, tak i potrzebujemy przestrzeni emocjonalnej. I naprawdę nie musimy się ze wszystkiego spowiadać, bo to jest niezdrowe. Dla higieny osobistej powinniśmy czasem zachować coś dla siebie. Miejmy co opowiadać wnukom! Jeśli ktoś po tygodniu spędzonym na ginekologii jeszcze się na to zdecyduje...
Niech życie ma smaczek a nie swąd wyrzutów sumienia:)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz