wtorek, 3 czerwca 2014

Drugie starcie

Jacie jacie jacie.
Wisiałam na rurze oplatając ją samymi nogami, a potem udało mi się zrobić kilka naprawdę efektownych obrotów. 
WoooooooooW. 
Nie ukrywam, że podjarało mnie to nieziemsko i spokojnie mogłabym mieć wtedy kisiel w gaciach, gdyby nie instynkt samozachowawczy, który podpowiadał, że mogłoby to negatywnie wpłynąć na moją przyczepność. Mimo, że wyglądam dziś jak ofiara przemocy domowej, siniaki mam od kostki do ramienia, to wspomnienia ostatnich zajęć wynagradzają wszystko. I nawet wysportowany koleżka nie był w stanie zmącić mej ogromnej radości. Jedyne co teraz zaprząta mi głowę, to myśl o jakimś dobrze usytuowanym znaku drogowym, na którym mogłabym poćwiczyć. 
Bo trening czyni mistrza.
A ja chce być Mistrzem!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz