Idę sobie dzisiaj ruchliwą ulicą w stronę domu, idę zamiast jechać, bo w ciągu kilku minut posypały się wszystkie moje dzisiejsze plany. Do tego jeszcze ta pogoda, nie żebym narzekała, kocham słonko i jak jest cieplutko, ale miałam na sobie o jedną warstwę ubioru za dużo, związaną oczywiście z wcześniejszymi planami.
Ale do sedna.
W pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że jestem hipsterem. W jednej ręce trzymałam skórzaną marynarkę, w drugiej kubek kawy na wynos z jakiejś hipsterskiej kawiarni, na nosie oczywiście hipsterskie okulary a na ramieniu płócienna torba z niszowej pijalni piwa. Normalnie miałam ochotę krzyknąć, że ta kawa to wyjątkowo, że padałam na twarz, że przecież ja kawy nie pije! Że torba to prezent urodziny i mam w niej ciuchy do pracy, bo mi się w torebce nie mieszczą. Że okulary to może i owszem trochę modne, ale kupione na jakimś bazarze, a kurtka to ma minimum 1,5. roku i mam ją bo wieczorem jest zimno.
Kto jednak patrząc na mnie pragnął wyjaśnień? Nikt. Przecież od razu widać że ze mnie jakiś mainstreamowy hipster.
Nieciekawe to było uczcie utwierdzające mnie w przekonaniu, że to zdecydowanie nie dla mnie. Wypiłam wiec kawusie na kilka dużych łyków, szybko pozbywając się hipsterskiego kubeczka i od razu wrócił mi humor. Alternatywny mainstream jest bezpłciowy, a ja lubię być sobą ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz