sobota, 3 maja 2014

Całkiem ciekawy punkt widzenia.

Jestem durna. Mimo swojego, jakoś tam już nieco konkretniejszego wydawałoby się, wieku, ciągle nie potrafię się ogarnąć. Zamiast myśleć, robię. Zamiast robić, myślę. Moja lista priorytetów jest chyba najbardziej porąbaną listą jaką można sobie wyobrazić. Za każdym razem jak zrobię coś głupiego obiecuję sobie, że to już na pewno ostatni raz. Że następnym razem pomyślę. I chuj, jak to mówią. Zawsze jest to samo. W sumie po czasie, nawet mnie to bawi, jeśli, oczywiście, uda mi się z tego wybrnąć obronną ręką. Choć czasem, niestety, jest trochę za późno.
Niemniej to zawsze skłania do rozmyślań.
Dziś jednak na weekendową chandrę dostałam cudowny rozweselacz.
Marudząc jak zwykle nad swoim losem, stwierdziłam, że chyba już nigdy nie będę mądrzejsza, na co kolega, że może nie muszę, może okoliczności same się zmienią i będzie szczęśliwie.
Damn. Że też wcześniej na to nie wpadłam.
He made my day. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz