poniedziałek, 26 maja 2014

Pierwsze starcie

No to zachciało mi się ujarzmiać rury. Myślę, że taniec ze znakami drogowymi pod wpływem po koncercie wieki temu, wyszedł mi zgrabniej niż moje ostatnie wyczyny. Wiedziałam, że łatwo nie będzie, ale żeby to było aż tak skomplikowane? Poddać się jednak nie zamierzam, bo przegrałabym sama ze sobą. A poza tym to całkiem niezły trening ducha, o ciele nie wspominając. Co na dzień dobry mnie zaskoczyło, to grubość tego metalowego narzędzia rozkoszy. Dziadostwo nie mieściło mi się w ręce. I że niby jak ja miałabym się na tym kręcić, myślę sobie, ale przecież od tego mamy tą szczupłą, wysportowaną, bez grama tłuszczu, prowadzącą, to ona ma doprowadzić moje umiejętności do perfekcji. Oddaję się w jej ręce. Od razu pomogło, przynajmniej na początku. Niezrażona początkowymi przeciwnościami losu, postanowiłam dać z siebie wszystko, chłonąc każde słowo, pani, bez grama tłuszczu, prowadzącej. I tylko w chwilach postoju w celu złapania oddechu i równowagi, ogarniał mnie nieskończony ubaw, jakież pośmiewisko można z siebie robić dla chęci zgłębienia tajników sztuki wyższej. Kiedy jednak próg sali, mocno spóźniony, przekroczył chłopak oświadczając na wstępie, że też jest uczestnikiem kursu coś mi powiedziało, że moja dusza nie zazna spokoju, a widok wijących się wokół swoich rur koleżanek, próbujących pokazać czego to się one nie nauczyły, utwierdził mnie tylko w tym przekonaniu.
Nie mogę się doczekać następnych zajęć. W końcu sport to zdrowie ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz