czwartek, 15 maja 2014

Nasze wybory.

W Szwajcarii głosowania są obowiązkowe. Obowiązkowe. Czyli brak obecności kończy się karą i to pieniężną! A przecież to taki demokratyczny kraj dumny ze swoich praw obywatelskich. Wydawało by się więc, że takie restrykcyjne egzekwowanie tegoż prawa to w założeniu gruba przesada. A jednak super obywatelsko-demokratyczni Szwajcarzy nie mają z tym problemu. Absurd? 
O nie. To po prostu szczyt normalności. Szczyt, który dla większości Polaków jest nie do ogarnięcia. Nasze cudowne społeczeństwo zatrzymało się na etapie Egzekwowania swoich praw. Tamowanie ruchu ulicznego, palenie opon, rozruby pod Sejmem czy walki z policją to tylko niektóre z środków, które muszą zostać podjęte w obronie wolności obywatelskiej, tak brutalnie naruszanej przez władze. Ta, o swoje prawa to my lubimy walczyć. Kiedy jednak przychodzi czas zapłaty i trzeba stanąć w obliczu naszego obywatelskiego obowiązku jakim jest udział w wyborach, cisza. 
Frekwencja w wyborach przekraczająca 50% to szczyt marzeń. Szczyt marzeń. Przecież to kpina i żałość. Niesamowicie wneria mnie to, że Ci wspaniali, mający w czasie wyborów zawsze coś lepszego do roboty, obywatele najbardziej się potem pieklą jaki to rząd beznadziejny, jak to nic nie potrafi, jak to się kraj chyli ku zgubie i upadkowi. A już szlak jasny mnie trafia, kiedy słyszę argument, że nie ma po co iść na wybory bo i tak nie ma na kogo głosować. Nie ma? Ok, to idź do swojej komisji wyborczej, weź kartę i wrzuć ją pustą, manifestując swój sprzeciw. A nie pierdol potem, że tak Ci źle. Nie chciało się pójść do urny to stulić dzioby obywatele za 3 grosze. Zamiast psioczyć na innych, zacznijmy od siebie, spełniając marzenia naszych dziadków walczących o wolną Polskę, i idźmy zagłosować, to naprawdę nic nie kosztuje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz