czwartek, 8 maja 2014

.

Niektórzy twierdzą, że wanna jest fajna. Że można się w niej wylegiwać, moczyć i rozmyślać o całym wszechświecie w pozycji horyzontalnej. Część to w ogóle sobie życia bez wanny nie wyobraża. Jakież to przecież cudowne, nalać sobie olejków, zapalić świeczki, zgasić światło i się relaksować. Można by pomyśleć, że w zasadzie nie ma nic bardziej odprężającego.
Bzdura.
Pierwsze co przychodzi mi do głowy kilkanaście minut od początku kąpieli to zimna woda. Nienawidzę siedzieć w zimnej wodzie, która z gorącej robi się letnia momentalnie. Nie mówiąc już o jej przejrzystości. Blech. Siedzieć w takim bajorku, okropność. Naprawdę nie wiem co jest w tym romantycznego. Generalnie syf, kiła, mogiła i świeczki.
Za to prysznic....
To jest dopiero cudowne miejsce do rozmyślań. Woda z impetem lejąca się po plecach, zmywająca trudy całego dnia. Uspokajający umysł, monotonnym szumem, strumień wrzątku koi nie tylko upaprany mętlik w głowie ale i zmęczone ciało. Człowiek za każdym uderzeniem tysiąca kropli rodzi się na nowo, uwalniając się od zaduchu panującego pod kopułą. Opierając się o ścianę z szeroko rozwartymi ramionami, można spuścić głowę i czuć namacalnie jak woda spływając po twarzy uspokaja wir myśli, dając wreszcie chwilę by nie myśleć o niczym. To jakby dziura w czasoprzestrzeni, która trwa tak długo jak długo nie zdajemy sobie sprawy z jej istnienia.
Magia.
I to dosłownie na wyciągnięcie ręki.
Enjoy :)


2 komentarze:

  1. Tru story. Prysznic lepszy.
    Najważniejsze decyzje życiowe podejmuje się pod prysznicem. Chyba.

    OdpowiedzUsuń
  2. Prysznic łaskocze w usta. True story!

    OdpowiedzUsuń