Nienawidzę biegania.
Kiedy jadę autem, autobusem albo nawet rowerem i widzę tych wszystkim fit, trendy, eko, zdrowo,cool i nie wiem co jeszcze biegaczy ubranych w te swoje cudowne, markowe, wprost stworzone do biegania, ciuszki i te dobierane na bieżni, dopasowane do podłoża wyczesane w kosmos butki, to mi słabo.
Dlaczego ludzi tak ciśnie na to bieganie?
Może jakieś piwko wieczorem? Nie, wiesz, wieczorem to nie, mam trening. A co trenujesz? A wiesz biegam.
Damn runners.
I żeby ci ludzie naprawdę tak sobie biegali, dla zdrowia, kilka kilometrów dwa razy w tygodniu, ok, dla zdrowia mogę wiele wybaczyć, ale paranoją jest dla mnie bieganie w maratonach w ramach rozwoju siebie.
No tak, bo skoro byle kumpel biega 15 to ja przecież nie mogę być takim cieniasem, zresztą jak to będzie wyglądało na ednomondo, bitch please, musi być co najmniej 20...
Zaczęłam biegać.
Łysy pozwolił mi to powiedzieć głośno dopiero po 4. treningu, ale z okazji przebiegnięcia ostatnio całej trasy bez zatrzymywanek, niniejszym pozwalam sobie nazwać się początkującym biegaczem dopiero po trzech.
Nie wiem do końca jak to się stało i właściwie do teraz się nad tym zastanawiam, choć jeśli mam być szczera to myślę, że kryję się za tym moje nieokiełznane lenistwo.
Serio, serio, myślę, że z lenistwa naprawdę można zacząć biegać :)
Jak? Już wyjaśniam. Uwielbiam pływać, to daje mi taką niesamowitą wolność i radochę, a do tego po wyjściu z wody jestem świeżutka jak bułki w lokalnej piekarni o 5 nad ranem. Woda wycisza, daje ukojenie, relaksuje skołatane nerwy, no jest po prostu niezastąpiona. Ale. Trzeba na basen pójść, spakować rzeczy, wybrać się, wsiąść do auta, bądź autobusu, trzeba zapłacić. Trzeba się zorganizować. I tu pies się pogrzebał. Bieganie ma tę zaletę, że można je zrobić o tak, po prostu, wyjść z domu w sportowym wdzianku i już, hop, bez zbędnych ceregieli, zacząć biec.
Choć nudne to niemiłosiernie, na razie jedyne co mi sprawia odrobinę radości to patrzenie w niebo, wiec generalnie wyglądam jak kretynka, do tego pocę się jak mała świnka, to mam nadzieję zrzucić parę kilo, a bloga wykorzystać do użalania się nad swoją biedną dolą i nad tym jak bieganie jest beznadzieje.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz