Coś mnie dziś wzięło na przelewanie myśli na papier. To chyba kwestia tej klapki. Czasem wiele tygodni coś mi krąży po mózgownicy nie mogąc znaleźć drogi ewakuacji, a jak ją w końcu znajdzie, to nie mogę przestać.
Ale do rzeczy.
Chociaż w sumie nie wiem jak zacząć.
Jestem zahipnotyzowana. Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek wcześniej odczuwała coś podobnego. Nie wiem nawet gdzie to umieścić na skali doznań.
Zafascynowała mnie kobieta. Aura, jaką wokół siebie roztacza jest tak niesamowita, że dałabym się pochłonąć bez reszty. Nie wiem czy to kwestia jej sposobu bycia, charakteru czy osobowości, ale zawładnęła mną do reszty. Do tego stopnia, że zaczynam się podejrzewać o jakieś dziwne ciągoty. A jej spojrzenie jest po prostu obłędne. Kiedy na mnie patrzy, dosłownie, roztapiam się w środku.
Rany. Brzmi jakbym się zakochała...
Damn. Who knows? ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz