Dziękuję Ci, za miliony chwil urwanych ze wszystkich możliwych wymiarów, by słuchać mojego marudzenia, albo narzekania, albo cudownych, nieodkrytych wcześniej, złotych myśli, albo smutków, albo radości, albo tryliona głupot, które narobiłam w swoim życiu.
Podobno kłamstwo jest w ludzkiej naturze utkwione tak głęboko jak grzech pierworodny. Cholernie głęboko więc. Dziękuję Ci za to, że zawsze mogę powiedzieć prawdę, ale nie taką z dostępem publicznym, taką, którą niektórzy ukrywają sami przed sobą. Mogę Ci zdradzić moje najprawdziwsze smutki i głupie radości a każde z nich nieubrane w żadne przyzwoitości. Mogę Ci wiercić w brzuchu dziurę ogromną, od której każdy inny by umarł, a Ty uśmiechasz się po prostu, i mówisz wierć dalej. Mimo, że czasem śmiejesz mi się w twarz, nie mogąc wytrzymać irracjonalności moich problemów, wiem, że gdyby było trzeba razem ze mną pochowałbyś trupa.
Dzięki Ci, że jesteś.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz