Dziwaczna myśl mnie dzisiaj naszła z rana.
Już wczoraj rozmawialiśmy z Łysym., że jutro będzie Wielki Piątek i post absolutny. Zrobiłam mu nawet kanapki do pracy, żeby go nie kusiło kupowanie jakiegoś mięcha. Chociaż co roku tłumacze mu jak 5. latkowi, o co chodzi z tym postem ścisłym i kiedy on jest faktycznie ścisły a kiedy to już tylko tradycja, nie spodziewam się, że coś z tego zapamięta, skoro za każdym razem w Środę Popielcową pyta czy za dwa dni będzie Wielki Piątek. Ech.
Dla mnie post to bardziej miara wyrzeczeń, niż niejedzenie mięsa sensu stricto. I tak sobie pomyślałam, idąc rano do kuchni i myśląc co by się nadawało na śniadanie, że z postem ścisłym, w tym nieco szerszym ujęciu, jest trochę jak z intubacją
Jak Ci chociaż przejdzie przez głowę, że czegoś tam może by można było nie zjeść, albo nie zrobić, bo to będzie właśnie poświęcenie, to znaczy, że już jest za późno i że tego właśnie masz nie zrobić. Zupełnie jak z intubacją - jak Ci przejdzie przez głowę, że trzeba by pacjenta zaintubować, zrób to, bo to znaczy, że już jest za późno :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz