czwartek, 10 kwietnia 2014

Wieczór o smaku mango

Dziś trochę lirycznie.
Czasem budzę się rano i czuję, że zmienił się front. Nie umiem tego nawet nazwać dobrze słowami, ale czuje to gdzieś między myślami. Coś na kształt mgły, która rozprasza się przy każdej próbie skupienia na niej uwagi. Jakby się ze mną drażniła. I wiem, że ten front niesie ze sobą potencjał zmian. Potencjał, bo on tylko otwiera inną czasoprzestrzeń, ale to mi pozostawia decyzję czy coś w niej pomajstrować.
Lubię to uczucie. Coś jakby obudzić się w zupełnie innym mieście. Niby te same ulice, te same budynki, a jednak inne. Nawet powietrze inaczej pachnie. Wszystko jest takie inne, ekscytująco inne.
Otworzyłam drzwi, rzucając torbę na podłogę i od razu poczułam delikatny zapach mango unoszący się w powietrzu. Przez okno było widać to niesamowicie ostatnio pochmurzone niebo. Zapaliłam nadblatowe światło, rozpraszając nieco półmrok. Ściągając kurtkę nastawiłam wodę, bo pogoda frontowa jest też mocno wietrzna i przegwizdało mnie niemiłosiernie. Przebrałam się w ukochane domowe ciuszki, zalałam wrzątkiem herbatę o smaku truskawka&mango, włączyłam cicho radio, usiadłam na sofie kładąc nogi na stole...
Tym razem czuję, że to jakiś inny, mocniejszy front. Że idą naprawdę nowe możliwości. Że czasoprzestrzeń zaczyna się modelować pod moimi palcami. Czuję jak mgła osiada na moich dłoniach i unosi się, jeśli lekko w nią dmuchnę. Uśmiecham się do siebie.
Bo lubię to uczucie.
I tym razem zamierzam to wykorzystać.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz